Czas Honoru
 

wydarzyło się

Ewa Wencel na planie czwartej serii (fot. TVP)

Ewa Wencel na planie czwartej serii (fot. TVP)

Ewa Wencel: jestem umysłem ścisłym

14:22, 27.08.2014

– Myślę, że chodziło także o to, by spojrzeć na wojnę również w punktu widzenia kobiecego, bo wojna z tej pozycji wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy mężczyzny – mówi Ewa Wencel, współautorka scenariusza i wykonawczyni roli Heleny, matki Wandy w serialu „Czas honoru”.

Do tej pory pisanie scenariuszy do filmów wojennych identyfikowało się raczej jako zajęcie męskie. Wiadomo – wojna, męska sprawa. Skąd nagle kobieta „w tym interesie”? 


– Tak czy inaczej jestem jako kobieta na drugim planie tego scenariuszowego duetu. Pomysł tego scenariusza powstał bowiem w głowie Jarka Sokoła i on go przez lata pisał. Ja dołączyłam się niedawno. Skąd propozycja podjęcia się przez Panią takiego zadania? – Widocznie Jarek i producent uznali, że mam jakieś męskie cechy. (śmiech). A mówiąc serio, chyba dostrzegli, że jestem ścisłym umysłem, że umiem precyzyjnie zakreślać bieg akcji, łączyć wszystko w spójną, logiczną całość. Podejrzewam, że było to potrzebne wraz z komplikowaniem się akcji, mnożeniem postaci. Szczerze mówiąc zostałam do tego zajęcia zwerbowana z łapanki, ale przypuszczam, że nie stało by się tak, gdyby panowie nie zobaczyli we mnie jakiegoś potencjału. Poza tym myślę, że chodziło także o to, by spojrzeć na wojnę również w punktu widzenia kobiecego, bo wojna z tej pozycji wygląda inaczej niż z męskiej. 

Wcześniej szczególnie interesowała się Pani historią wojny, powstaniem i historią najnowszą w ogólności? 

– Rzecz w tym, że nie. Jednak przyjmując propozycję współpracy przy pisaniu scenariusza musiałam nadrobić braki w wiedzy i wiele się nauczyć. I siłą rzeczy także prywatnie polubiłam historię, która do tej pory była mi dość odległą dziedziną. Jednocześnie gra Pani jedną z postaci, Helenę. 

Co będzie się z nią działo w tym sezonie? 

– Jak pamiętają widzowie, w poprzednim sezonie, powojennym, Helena otworzyła bar mleczny, między innymi dzięki wojennej jeszcze znajomości z ubekiem Woźniakiem. Następnie prowadziła z nim ryzykowną grę, próbując uzyskać od niego kolejne przysługi i protekcje. To gra ryzykowna dla i niego i dla niej. Natomiast w serii powstańczej Helena będzie próbowała, jak wszyscy, odnaleźć się w tym dramatycznym dla Warszawy czasie.

Czy po serii powstańczej będzie kontynuowany scenariusz dotyczący okresu powojennego? 


– Nie, nie ma takiego pomysłu. Nawet nie chcieliśmy tego kontynuować. Myślę, że gdyby nie pomysł, bardzo szczęśliwy, by pokazać serialu jeszcze Powstanie Warszawskie, to całość byłaby zakończona wcześniej. Rozciąganie akcji na kolejne powojenne lata rozbiłoby tematyczną spoistość serialu. 

Co Pani planuje na najbliższy sezon artystyczny? 

– Zabawne, ale kontynuuję, w inny sposób, współpracę z Jarkiem Sokołem na polu scenariuszowo-teatralnym. Reżyseruję w teatrze napisaną przez niego sztukę „Królowie małego ekranu”, o scenarzystach seriali. 

Zadebiutowała Pani w dawnych serialach „starej gildii”, w „Szaleństwach panny Ewy”, „07 zgłoś się, „Panu na Żuławach”, „Nad Niemnem”. Zagrała też Pani w nowych produkcjach: „M jak miłość”, „Na dobre i na złe”. Jednocześnie zdobyła Pani uznanie dramatyczną rolą w kinowym dramacie społeczno-psychologicznym w reżyserii małżeństwa Krauze, „Plac Zbawiciela”. Jak udaje się Pani zachować właściwe proporcje między różnymi półkami aktorskich zajęć? 

– Zawsze gram tak, jak najlepiej potrafię i z tego punktu widzenia praca na planie „Czasu honoru” nie różni się dla mnie od pracy przy „Placu Zbawiciela”. Nigdy nie gram inaczej pod serial, a inaczej pod film. Jestem aktorką, która zna swoją wartość i zawsze dążę do tego, żeby w najdrobniejszej roli zachować fragment swojej osobowości. 

Dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński.

Podziel się:
| więcej